Grupowe błądzenie

Foto: Robert Jesionek
Foto: Robert Jesionek
Mieszkam w Krakowie - mieście, w którym bez wątpienia najdłużej czeka się na czerwonym świetle bez sensu, tzn. kiedy nic nie jedzie . I przy tychże czerwonych światłach zwykle rozgrywają się sceny grupowego myślenia i działania.

Stoją wszyscy i czekają. Zawsze jest taki, co to nóżkę wysunie na jezdnię z nadzieją, że będzie szybciej. Ryzykuje, ale wiadomo bez ryzyka jest smutno. Po kilku sekundach nie wytrzymuje i rusza, rozglądając się nerwowo na boki. To rozsądne. Potem idzie drugi też jeszcze zerkając czy coś przypadkiem nie jedzie. Następnie ciągną kolejni, szybko nie patrząc na jezdnię.Ufają, że załapią się na przekonanie tego pierwszego, że nic nie jedzie. W końcu sprawdził na sobie, prawie przeszedł i żyje. Czasem ktoś zostaje w oczekiwaniu na zielone, skazując się na to, że w opinii anonimowego tłumu pozostanie frajerem.

Jest wiele eksperymentów psychologicznych, które ujawniają nasze słabe strony. Chodzi o te słabości, które w różnym stopniu przeszkadzają nam w sprawnym, efektywnym i mądrym działaniu. Często jak w przypadku, o którym za chwile napiszę dochodzi do chwilowej utraty rozsądku i trzeźwego myślenia, co z kolei nie prowadzi do niczego dobrego.

Psycholog Solomon Asch przeprowadził w tym temacie pewien eksperyment, który obnażył naszą konformistyczną naturę. Porosił ochotników, którzy zgłosili się do jego badania, aby jak najdokładniej przyjrzeli się trzem liniom (A, B, C) i zadecydowali, do której z nich najbardziej podobny jest odcinek X narysowany obok.
W rzeczywistości odcinki X i C były tej samej długości, a badani nie mieli, co do tego żadnych wątpliwości, jeśli siedzieli sami przed ekranem. W takich warunkach 98% badanych udzielała prawidłowej odpowiedzi: "X jest najbardziej podobny do C".

Odpowiedzi badanych zmieniały się, gdy badanie przeprowadzane było w grupie i odpowiedzi były udzielane na głos. Asch podstawiał 7 osób (aktorów), które w przekonaniu rzeczywistej osoby badanej były także ochotnikami. W pierwszych dwóch próbach aktorzy mieli udzielać prawidłowej odpowiedzi. W trzeciej próbie mieli natomiast mówić: "X jest najbardziej podobne do A" co oczywiście było bzdurą widoczną gołym okiem.
W takich warunkach ok. 60 % do 75% rzeczywistych osób badanych przynajmniej raz zmieniała zdanie i również twierdziła, że "X jest podobne do A".
Badani zmieniali swoje zdanie, udzielając błędnej odpowiedzi tylko dlatego, że większość (w tym wypadku podstawionych uczestników) udzielała takiej odpowiedzi.

Mamy przekonanie, że większość ma rację. Otóż większość może zadecydować, ale to jej jeszcze nie daje monopolu na rację. Warto o tym pamiętać w życiu prywatnym i zawodowym.

Prozaiczny eksperyment i konsekwencje na gruncie eksperymentu rzeczywiście nieszkodliwe. W praktyce już tak nie jest. Temu syndromowi uległa ekipa pracująca nad wystrzeleniem w kosmos amerykańskiego wahadłowca Challenger. Skutek był katastrofalny. Statek z 7 osobową załoga na pokładzie, eksplodował minutę po starcie na oczach całej Ameryki. Przed startem wszystko, łącznie z pogodą psuło się i szwankowało a i tak zwyciężyło ogólne przekonanie, że to się musi udać, bo głęboko w to wierzymy.

Łatwiej nie ulegać pewnym zachowaniom, jeśli w ogóle mamy świadomość tego, że czemuś ulegamy.
Nie namawiam do sprzeciwiania się wszystkim normom społecznym, bo jeśli zatracimy się w tym procederze to grozi nam popadnięcie w całe spektrum syndromów właściwych socjopatom. Niemniej jednak trzeba pamiętać, że czasem warto wątpić, identyfikować problemy, szukać nowych rozwiązań, zgłaszać zastrzeżenia i nieustannie pytać siebie samego, o co chodzi i co jest dla mnie dobre.

Forrest Gump mówił: "Jeśli widzisz kolejkę, to stań w niej. Co ci szkodzi?" Owszem to dość rozsądne, ale warto zapytać, co tam dają a potem zdecydować czy tego potrzebujemy.

Jeśli mowa o kolejce to pewnego dnia, stojąc w kolejce do kasy w markecie zauważyłam, że wszyscy, stojący przede mną mają w koszyku papier toaletowy znanego w tej branży producenta. Poczułam niepokój spowodowany tym, że ja go nie mam a być może, z jeszcze nieznanych powodów, powinnam go mieć. Nie musze dodawać, że nie było go na mojej liście zakupów. Pamiętacie szał, spowodowany podniesieniem cen cukru. Trudno było oprzeć się pokusie zakupienia i skitrania 20 kg, nawet jeśli nikt z domowników nie słodził.

Czasem trzeba krzyknąć „król jest nagi!”, zwłaszcza jeśli mamy pewność. Pewnie znajdą się tacy, którzy za taki okrzyk otrzymali okazję do poszukania innych życiowych wyzwań. Trudno. Amerykanie mawiają shit happens!

A tak poważnie to trudno nie ulegać pewnym opiniom nawet jeśli w głowie tli sie wątpliwość. Niezależne myślenie zawsze będą bowiem osłabiać tzw. "strażnicy umysłu". To ludzie, którzy pojawiają się, zwykle z własnego mianowania, prawie w każdej grupie a ich zadaniem jest tłumienie niewygodnych informacji i ganienie wszystkich, których poglądy odbiegają od wspólnych poglądów grupy.

Z drugiej strony zwyczajne lenistwo powoduje, że bezkrytycznie zasysamy opinie innych. Gustaw Le Bon w znakomitej Psychologi tłumu pisze: "Pewne opinie jedynie dlatego zbyt szybko się rozpowszechniają, że większość ludzi woli bez dowodu przyjąć gotowy już sąd od drugich, aniżeli zastanawiać się i formułować własny sąd."

Widzicie czasem wokół siebie oznaki grupowego myślenia?
Trwa ładowanie komentarzy...