Dlaczego dobrze zarabiający nie są bogaci?

Foto: Robert Jesionek
Foto: Robert Jesionek
I znowu człowiek wydaje pieniądze, których nie ma, na rzeczy, których nie potrzebuje, by imponować ludziom, których nie lubi. Nikt nie odważy się do tego przyznać. Zwykle wierzymy, że kupujemy rzeczy bo ich bardzo, bardzo potrzebujemy. No tak, tylko te nasze potrzeby nie znają granic i bardzo łatwo je przesunąć. Szybko i byle czym. Na przykład zapach wanilii powoduje, że potrzebujemy dwa razy tyle co bez aromatu tego kwiatu.

Istnieje też inna teoria, która mówi, że zakupy czynią nas bardziej atrakcyjnymi. Część kory czołowej zwana polem Brodmanna, uaktywnia się na widok produktów uznawanych za fajne. Niestety tym szalenie precyzyjnym kryterium posługujemy się dokonując większości wyborów. Wspomniana część mózgu powiązana jest z postrzeganiem własnej osoby oraz z uczuciami społecznymi. Co to oznacza w praktyce?
Nowa sukienka od znanego projektanta albo najnowszy model samochodu są dokładnie tym, czego nam trzeba, by zrobić wrażenie na drugiej osobie, z którą być może przedłużymy gatunek zapewniając przetrwanie naszym genom.
Nie ważne jakie motywy nami kierują. Jeśli nie włączymy innych kryteriów potrzebnych do oceny własnych możliwości finansowych, to ta zabawa może mieć smutny koniec. Jak to zrobić, co nam stoi na przeszkodzie i po co to robić?



Wysokie zarobki nie oznaczają bogactwa

Ostatnio coraz częściej mówi się o rozsądnym wydawaniu, mądrej polityce dotyczącej domowych finansów i oszczędzaniu pieniędzy. Pojawiają się fantastyczne blogi (m. in. blog Michała Szafrańskiego) i poradniki, które mogą pomóc tym, którzy chcą nieco oszczędzić i mieć kontrolę nad tym gdzie płyną, wyciekają lub kapią nasze pieniądze. Uczymy się zarządzać czasem, emocjami, stresem, nawet skrzynką mailową to dlaczego nie finansami?

Dążymy do, marzymy o, albo delektujemy się swobodą finansową. Każdy chce dużo zarabiać, wszyscy chcemy być bogaci. Wysokie zarobki i bogactwo mogą nie mieć ze sobą nic wspólnego. Dlaczego? Philip Zimbardo w Paradoksie czasu pisze, że każdy dodatkowy punkt IQ przekłada się na wzrost rocznego dochodu o 425 dolarów. To zrozumiałe bo ludzie bardziej inteligentni osiągają lepsze wyniki w nauce, idą do lepszych szkół i w konsekwencji zdobywają lepiej płatne zawody. Ludzie z wyższym niż przeciętny IQ powinni więc być bogatsi niż owi przeciętniacy. Osoby z wyższym IQ zarabiają więcej, ale wcale nie muszą i bardzo często nie podejmują mądrzejszych decyzji finansowych niż ci z nieco niższym IQ. To powoduje, że choć zarabiają więcej wcale nie są bogatsi. Większość pieniędzy przejadają.
Jeśli ktoś nie wierzy po raz kolejny odsyłam do TEJ historii.

Mądre decyzje finansowe, mądre decyzje inwestycyjne nie mają dużo wspólnego z ilorazem inteligencji, a zależą od tego jaki jest nasz stosunek do teraźniejszości i przyszłości. W tym wypadku do finansowej teraźniejszości lub przyszłości. Zorientowanie na dzień dzisiejszy i związane z tym hedonistyczne podejście do życia skłania do całkowitego ignorowania przyszłości. Przeciwieństwem tej postawy jest tzw. planowanie na czarną godzinę czyli finansowe zabezpieczanie się na przyszłość.
Ta postawa jest możliwa do przyjęcia dla każdego, bez względu na poziom inteligencji i ma realne przełożenie na naszą kondycję finansową.

Odrobina strachu nie zaszkodzi

Czym charakteryzuje się hedonistyczne podejście do życia nie wymaga większego wyjaśnienia. Trzeba jednak podkreślić, że towarzyszące temu przekonanie, że praca i w dodatku dobrze płatna będzie zawsze, że zawsze będziemy zdrowi, a kredyty jakoś się spłacą, jest brawurowe. Brawura zwykle idzie w parze z głupotą. Odwaga jest cnotą, ale nie pierwszy raz podkreślam, że odrobina strachu nikomu jeszcze nie zaszkodziła.

Jerzy Pilch pisał, że nawet terroryści samobójcy nie powinni ignorować strachu „ Ktoś powie, że oni nie mają żadnego strachu, bo oni własnej śmierci się nie boją. Otóż oni się może własnej śmierci nie boją, ale boją (muszą się bać) biletera na lotnisku, bo jak ich bileter nie wpuści na pokład, to mogą oni sobie swój brak strachu przed własną śmiercią spokojnie wsadzić w dupę.”
W sytuacjach kryzysowych tam też (per analogiam) będą mogli sobie wsadzić swój brak strachu wszyscy ci, którzy teraz się nie boją i w związku z tym nie dbają o finanse.

Nikt ani nic nam nie sprzyja

Nic nam nie sprzyja w mądrych decyzjach finansowych. Rynek dóbr i usług wspierany przez marketing reklamowy jest skonstruowany tak, żeby wydać absolutnie wszystko co mamy, lub więcej. W końcu jesteśmy tego warci.
Niestabilne czasy zamiast skłaniać nas do oszczędzania powodują coś zupełnie odwrotnego. Martin Lindstrom, autor książki „Zakupologia. Prawda i kłamstwa o tym, dlaczego kupujemy”, tłumaczy to tak: „Im większy stres przeżywamy i im bardziej się boimy, tym częściej szukamy stabilności. Im bardziej szukamy stabilności, tym bardziej stajemy się zależni od dopaminy. Im więcej dopaminy potrzeba mózgowi, tym więcej rzeczy chcemy”.

Znacie to uczucie kiedy widzicie coś "fajnego”? Zalewa was fala "czegoś" co powoduje, że wystarczy 2,5 sekundy, żeby dokonać zakupu. To właśnie dopamina zalewa nasz mózg i wyłącza na moment zdrowy rozsądek.
George W. Bush na pytanie: „Co Amerykanie mogą zrobić w niespokojnych dniach po atakach z 11 września?", odpowiedział krótko: „Zakupy".

W mądrych decyzjach finansowych musimy liczyć tylko na siebie, na własny rozsądek, którego poziom podnosi się wraz ze wzrostem świadomości.
Jaki to ma związek z rozwojem motywacją? Prosty. Trudno się rozwijać i być pozytywnie zmotywowanym z finansową pętlą na szyi.
IQ trudno podkręcić, ale można, a nawet należy przyjąć dobrą strategię finansową. Bez względu na to ile zarabiasz.
Trwa ładowanie komentarzy...